Bladozielony strach
Finanse publiczne – oto dwa słowa mrożące w chwili obecnej krew w żyłach każdego leśnika. Czy to koniec Lasów Państwowych, czy krok w stronę prywatyzacji? Jakimi następstwami dla firm „żyjących” z Lasów grozi ta sytuacja?
Ustawa o lasach z roku 1991 zagwarantowała (gdyż należy uznać sytuacje taką za przywilej) Lasom Państwowym samofinansowanie, czyli pokrywanie swoich potrzeb z zysków jakie przynosi sprzedaż drewna (majątku jakim LP gospodarują w imieniu Skarbu Państwa). Państwo, a w rezultacie wszyscy obywatele nie dokładają się więc do Lasów, a wręcz czerpią z takiej sytuacji profity – mogą bezpłatnie korzystać z dóbr leśnych (przyroda, grzyby etc.), wypoczywać czy też poddawać się edukacji (często przypominającej agitacje na rzecz LP). De facto Lasy stały się „państwem w państwie”, które często swoimi zarządzeniami wykraczało poza ustawowe ograniczenia i nakazy oraz sprawowały niepodzielną władzę na rynku sprzedaży surowca drzewnego.
Stan taki został w tym roku poważnie zagrożony przez pomysł ministra finansów Jacka Rostowskiego, dotyczący włączenia LP do finansów publicznych. Brać leśna podniosła larum. Słychać głosy o końcu leśnictwa, o problemach jakie czekają drzewiarzy, a także niewinnych Polaków. Ile w tym prawdy?
Stan taki został w tym roku poważnie zagrożony przez pomysł ministra finansów Jacka Rostowskiego, dotyczący włączenia LP do finansów publicznych. Brać leśna podniosła larum. Słychać głosy o końcu leśnictwa, o problemach jakie czekają drzewiarzy, a także niewinnych Polaków. Ile w tym prawdy?
Jeśli mowa o końcu leśnictwa, to można w domyśle dodać „obecnego” leśnictwa. Leśnictwa, które rządzi się własnymi prawami, posiłkuje się bliżej nieokreśloną „misją” i nie dba w stopniu wystarczającym o swoich biznesowych partnerów. Co w zamian? Można zakładać, iż Lasy zostały by zobligowane do wypełniania dotychczasowych funkcji bez możliwości czerpania z tego tytułu tak wielkich profitów oraz zmuszona do racjonalnych działań popartych wiedzą i zdrowym rozsądkiem. A co dla władz leśnych najgorsze, będą objęci kontrolą. Skończą się więc złote czasy samowoli.
Czym sytuacja taka grozi firmom współpracującym z Lasami? Po pierwsze upadkiem wielu zakładów usług leśnych – stawki za wykonywanie usług na rzecz LP z pewnością zaczęły by spadać, aż do poziomu, w którym działalność taka przestała by się opłacać. Już w tej chwili zul-e mocno ograniczają swoje żądania z reguły kosztem własnego rozwoju. To z kolei wpłynie także na odbiorców drewna gdyż w pewnym momencie może się okazać, iż surowca nie ma kto... pozyskać. Dodatkowo, w przypadku wystąpienia jakiejkolwiek klęski żywiołowej na skalę nieco większą niż leśnictwo, należało by się spodziewać zaistnienia sytuacji o jakiej w swoich licznych pismach do ministra Kraszewskiego wspomina dyrektor Pigan, a więc braku środków na jej zniwelowanie. Odbiorcy w takiej sytuacji będą zmuszeni kupować nienajlepszy towar po cenie niskiej bądź całkowicie zrezygnować z zakupu. Lasy bowiem nie będą dysponować środkami finansowymi ani siłą roboczą do sprawnego „wyprawiania” drewna z lasu.
Oczywiście to tylko wizja, a jako taka może być dowolnie rozwijana. Faktem pozostaje celowość szukania przez rząd oszczędności w sposób nie do końca przemyślany, a z drugiej strony gromadzenie przez Lasy w sytuacji kryzysu jaki przeżywa budżet, tak wielkich środków finansowych. I nijak ma się tu tłumaczenie, że klęsk nie da się przewidzieć i stąd takie oszczędności, skoro mimo ich występowania nadwyżka finansowa z roku na rok się zwiększa. To swoista nadoszczędność.
Jedno jest pewne – Lasy, nawet jeśli przetrwają ten niesprzyjający okres w obecnym kształcie, muszą się zastanowić nad swoją przyszłością. A to doskonały moment dla środowisk drzewiarskich aby wywalczyć jak najwięcej dla siebie. Wszak, cytując dyrektora Pigana, do tej pory Lasy osiągnęły sukces, który jest również sukcesem wszystkich Polaków. Choć nie wszyscy go odczuwają.
Komentarze (5)
Dodaj komentarz
Komentáre môžu pridávať iba prihlásení používatelia. Prihlásiť sa